newsy-rk.info

Kolejny blog oparty na WordPressie

Browsing Posts in opowiadania

Ścisnąłem pierścienie opaską i kiedy Burek nasuwał cylinder na tłok i zsuwał
opaskę ku dołowi, ja obracałem ją wolno wokół tłoka. Potem rozpięliśmy przyrząd
i podtrzymując jeszcze cylinder, żeby nakrętki zmieściły się między śrubami a
najniższym żeberkiem, przyłapaliśmy parę nitek gwintu. Można było zakręcać.
Robiliśmy to kolejno, podając sobie klucz z jednej strony na drugą. Najwięcej
kłopotu było z tylną śrubą, mocującą zbiornik i siodełko, bo trzeba było trafiać
nią w podkładki dystansowe. W sumie trwało to może dziesięć minut.
– Zapalaj – powiedział Burek.
Otworzyłem kranik benzynowy. Przewód był szczelny. Przelałem gaźnik, przymknąłem
powietrze i dwa razy wolno nacisnąłem starter do oporu, żeby silnik zassał
mieszankę. Potem otworzyłem trochę manetkę gazu, ruszyłem lekko starterem i
kiedy czułem dobrze kompresję pod nogą, kopnąłem energicznie i silnik zaraz się
odezwał.

Puszcza przy rurze wydechowej – powiedział Burek.

To dociągnij. Burek przyłożył przecinak do nakrętki, stuknął dwa razy młotkiem i
dymienie ustało.Ruszyliśmy prosto aleją Waszyngtona. Było tędy nieco dalej, ale
nawierzchnia była lepsza.
Poza tym byliśmy ciekawi, jak się będzie silnik zachowywał. Ciągnął zupełnie
dobrze. Dojechaliśmy do Wiatracznej i skręciliśmy w Grochowską. Kiedy
wjechaliśmy do fabryki, silnik pracował równo i nie wyglądało na to, że jest
przegrzany.

izolacji

No comments

Przy wybudowywaniu cylindra zawsze istnieje obawa, czy się podkładka równo
odklei. Kiedy odkręciliśmy śruby, okazało się, że przestrzeń między każdą ze
śrub a najniższym że-berkiem cylindra jest mniejsza od grubości nakrętek.
Odkręcaliśmy je teraz kolejno na krzyż, a one wypychały cylinder w górę. Mimo to
podkładka odkleiła się z jednej strony od karteru, z drugiej od cylindra. Na
kluczyku od magneta była cienka stalowa płytka, służąca do regulowania przerwy
na przerywaczu i tą płytką podważyliśmy ostrożnie podkładkę. Można było
zdejmować cylinder. Zdjęliśmy go razem z głowicą i z gaźnikiem. Nawet nie
wymontowaliśmy przepustnicy, tylko odwinęliśmy kawałek izolacji, którym bowden
gazu był przymocowany do ramy.
Cylinder był w porządku. Nie było żadnych śladów na gładzi, zresztą bez zdjęcia
głowicy i popatrzenia pod światło trudno było coś wypatrzeć. Bardziej
interesował nas tłok. Tu mogliśmy coś zdziałać. Poniżej główki korbowodu widać
było wyraźnie dwa miejsca, gdzie go przychwytywało.
– No, to go mamy – rzekł Burek.
Pierścienie były całe i nie zapieczone, przesuwały się swobodnie w rowkach.
Uszczelka w zasadzie była cała Tylko w jednym miejscu jakby trochę dyskusyjna.

Posmarujemy hermetikiem i będzie dobrze – powiedziałem.Burek spojrzał na mnie
przeciągle.

Poniatowski

No comments

Od strony Saskiej Kępy na most Poniatowskiego wjeżdżało się nasypem wybrukowanym
kocimi łbami. Wzniesienie było niewielkie, mimo to gdzieś w połowie silnik znowu
stracił obroty. Zredukowałem na dwójkę i zaraz odezwało się metaliczne
dzwonienie. Sięgnąłem szybko pod bak, nacisnąłem przycisk zatapiający pływak

gaźnika i przymknąłem powietrze. Przymknąłem też manetkę gazu, dzwonienie ustało i po otwarciu gazu silnik pociągnął znowu. Ale zanim dojechaliśmy na górę,
powtórzyło się to znowu.
– Zgaś – powiedział Burek z tylnego siodełka. – Zaraz się znowu zatrze. Pierwszy
raz zaczęło nam przychwytywać tłok jeszcze na Zielenieckiej. Ale wówczas silne
wzbogacenie mieszanki pomogło. Teraz trzeba było pozwolić, żeby silnik
przestygł.
Był to angielski Villiers o pojemności skokowej 98 ccm. Kiedy około
trzydziestego siódmego roku zaczęły się pojawiać w Polsce małe motocykle,
prawie wszystkie wyposażone były w te silniki. Miały dobrą opinię. Również w

Polsce kilka fabryk zaczęło budować motocykle z silnikami Villiersa. Jeździły te setki na rejestracji rowerowej i nie wymagały prawa jazdy. Z każdym rokiem
było ich więcej. Miały trzy konie mechaniczne mocy, normalne podnóżki i
starter. Górowały zdecydowanie nad niemieckimi motorowerami Sachsa. Sachsy były
słabsze o trzy czwarte konia, miały dwa biegi i rowerowe pedały. Tylko nas z
Burkiem ciągnęło w tych czasach do półlitrowego Nortona, do Rudge’a Ulstera
albo do Velocette. Burek jeździł na AJS 350, a ja na ćwierćlitrowym Arielu Red
Hunter z dwiema górnymi rurami.