Trzeba zrzucić cylinder – powiedział Burek. – Tylko żeby wydech dał się odkręcić
ruskim kluczem. To należało sprawdzić przede wszystkim, żeby przy końcu roboty
nie utknąć niespodziewanie na rurze wydechowej.
Przyłożyłem przecinak do rozetowej nakrętki, stuknąłem młotkiem i nakrętka
przesunęła się.
– Pójdzie.
Silnik był niedawno montowany i należało sądzić, że śruby nie są pozapiekane.
Spróbowaliśmy jeszcze ruszyć nakrętki śrub mocujących cylinder do kartera. Z
jedną były trudności, ale przedłużyliśmy klucz drugim kluczem i wtedy nakrętka
puściła. Już nam nie groziły niespodzianki. Burek zabrał się do rury
wydechowej, ja odkręciłem przednią śrubę od zbiornika, następnie tylną. Tylna
była dłuższa, ponieważ osadzone było na niej siodełko. Wyjmując śrubę musiałem
uważać, żeby nie pogubić podkładek dystansowych. Jedna upadła mi do kałuży, ale
odnalazłem ją bez trudu. Potem podałem Burkowi klucz, żeby odłączył rurkę
benzynową od gaźnika. Po chwili z rurki popłynęła strużka benzyny.

Mógłbyś zamknąć kranik? – zaproponowałem.

Istotnie – zgodził się.
Zdjęliśmy zbiornik i ułożyliśmy go na skrzynkach z gwoździami w ten sposób, żeby
nie pogiąć rurki benzynowej. Te rurki są z miękkiego aluminium, lubią się giąć i
wówczas konus pod złym kątem wchodzi do gaźnika i jeżeli się nawet dobrze
dociągnie nakrętkę, zawsze się rurka ślimaczy albo i cieknie.