Przy wybudowywaniu cylindra zawsze istnieje obawa, czy się podkładka równo
odklei. Kiedy odkręciliśmy śruby, okazało się, że przestrzeń między każdą ze
śrub a najniższym że-berkiem cylindra jest mniejsza od grubości nakrętek.
Odkręcaliśmy je teraz kolejno na krzyż, a one wypychały cylinder w górę. Mimo to
podkładka odkleiła się z jednej strony od karteru, z drugiej od cylindra. Na
kluczyku od magneta była cienka stalowa płytka, służąca do regulowania przerwy
na przerywaczu i tą płytką podważyliśmy ostrożnie podkładkę. Można było
zdejmować cylinder. Zdjęliśmy go razem z głowicą i z gaźnikiem. Nawet nie
wymontowaliśmy przepustnicy, tylko odwinęliśmy kawałek izolacji, którym bowden
gazu był przymocowany do ramy.
Cylinder był w porządku. Nie było żadnych śladów na gładzi, zresztą bez zdjęcia
głowicy i popatrzenia pod światło trudno było coś wypatrzeć. Bardziej
interesował nas tłok. Tu mogliśmy coś zdziałać. Poniżej główki korbowodu widać
było wyraźnie dwa miejsca, gdzie go przychwytywało.
– No, to go mamy – rzekł Burek.
Pierścienie były całe i nie zapieczone, przesuwały się swobodnie w rowkach.
Uszczelka w zasadzie była cała Tylko w jednym miejscu jakby trochę dyskusyjna.

Posmarujemy hermetikiem i będzie dobrze – powiedziałem.Burek spojrzał na mnie
przeciągle.