pierwszy raz
W pół godziny później silnik zaczął się pierwszy raz zacierać na Zielenieckiej.
Teraz prezes Parcewicz przyglądał się nam z troską. Zbiornik paliwa leżał na
skrzynkach gwoździ, obok cylinder, podkładka i trochę nakrętek. Siodło zwisało
smutno w kierunku tłoka, przekrzywionego na sworzniu i opartego o karter.
Musiało to niewesoło wyglądać, zwłaszcza że wiązał z nami jakieś nadzieje, skoro
jeszcze przed ósmą zdążył opowiedzieć panu Pieleckiemu, że ma znowu motorowiec
do dyspozycji.
–
Musieliśmy trochę podszlifować tłok – powiedział Burek. – Był za ciasno
spasowany. Prezes pokręcił głową.
– Na ulicy?!
–
To jest w gruncie rzeczy drobny zabieg – wyjaśnił Burek. – Jakby się tłok
zatarł, to mógłby zniszczyć silnik. Uszkodzenia lepiej od razu usuwać.
–
Ile to potrwa? – spytał prezes Parcewicz.
–
Dwie, trzy godziny – powiedział kierowca, który tymczasem otworzył sobie
przednie
drzwi i przyglądał się motocyklowi. Pomyślałem sobie: Ty głupi baranie. Ale nie
powiedziałem tego.
–
Za pół godziny będziemy w fabryce – rzekł Burek.Prezes pokręcił głową.
–
Jedziemy, panie Kaliszewski! – powiedział i Opel ruszył.
–
Ma za wczesny zapłon – zauważyłem.
– Mądrala – rzekł Burek. Przetarliśmy tłok szmatą zwilżoną benzyną. Burek
nasmarował uszczelkę hermetikiem, przesunął przez nią tłok i nałożył na śruby
mocujące cylinder.
Comments
Leave a comment Trackback