Na motorówce ładowano podobno trzysta
kilo i ciągnęły bez większego wysiłku. Jeździli na nich różni ludzie od wypadku
do wypadku, kto miał czas i ochotę albo kto nie był akurat potrzebny. Potem
okazało się, że we-dług przepisów niemieckich do prowadzenia wózka potrzebne
jest prawo jazdy. Silniki też wymagały remontu.
Kiedy przed pół godziną wyjeżdżaliśmy pierwszy raz motorowcem z „Neptuna” do
miasta, monter Latoch odprowadził nas aż do bramy. Przedtem napełnił bak
mieszanką, powiedział, że na pięć litrów benzyny bierze się ćwiartkę oleju, że
kartkę na benzynę i olej musi podpisać dyrektor, bo inaczej magazyn nie wyda,
wreszcie pokazał nam, gdzie magazyn się mieści.
Brama wjazdowa przechodziła przez budynek. Latoch wszedł przez małe drzwiczki
pro-wadzące do portierni i wrócił z portierem Grzesikiem. Grzesik miał siwe
wąsy, maciejówkę i wyglądał jak robotnik na obrazku z czytanek szkolnych.
Jeszcze przed pierwszą wojną światową uległ jako tokarz wypadkowi, maszyna
okaleczyła mu rękę. Odtąd pracował jako portier.
Nie śpiesząc się otworzył bramę i przyglądał się spokojnymi niebieskimi oczami,
jak uruchamiamy silnik.
Monter Latoch powiedział jeszcze raz, że silnik jest po szlifie mocno spasowany
i żeby nie dawać obrotów. Widocznie leżało mu to na sercu, ponieważ już
poprzednio zwracał nam na to uwagę.